Czarna godzina

 

Oglądaliście kiedyś taki film?

Johnson  jest prezesem trzech dużych spółek akcyjnych. Jest po pięćdziesiątce i jest „grubą rybą” w swojej branży. Duży dom, piękny ogród, odchowane dzieci. A w pracy od lat ogromny stres. Wiele nerwów Go kosztowało, aby być tu gdzie jest.

Od dłuższego czasu ma problemy gastryczne, znacząco schudł i pobladł. Dopiero gdy zobaczył krew w toalecie, skontaktował się z lekarzem. Po przejściu serii badań, usłyszał to czego nie chciał: nowotwór złośliwy jelita grubego w stadium inwazyjnym. Lekarz dał Mu kilka miesięcy życia i kazał przygotować bliskich na najgorsze.

Johnson wrócił do biura i wykonał jeszcze jeden telefon…

Trzy tygodnie później po Johnsona podjechał elegancki samochód, który zabrał go na lotnisko. Przeleciał wielką wodę, a po drugiej stronie czekał już na niego tłumacz z taksówką. W wyspecjalizowanej klinice onkologicznej Johnson od eksperta w dziedzinie onkologii jelit dowiedział się, że połączenie kilku bardzo drogich terapii lekowych z innowacyjną techniką usuwania guzów, a także odpowiednią dietą może znacząco przedłużyć jego życie.

Johnson poddał się przedstawionemu planowi leczenia. Wypadły mu włosy, bardzo schudł, wielokrotnie był wycieńczony bólem i wymiotami. Wciąż potrzebował opieki – nie tylko pielęgniarskiej, ale również do posprzątania apartamentu hotelowego czy podania ciepłego posiłku. O ile właśnie mógł jeść.

Po niespełna roku w końcu jego rokowania były dobre. Ogólny stan zdrowia znacząco się poprawił. Johnson przybrał na wadze, a jego twarz nie była już wykrzywiona od bólu. Mógł spokojnie wrócić do domu, do rodziny. Wrócił również do pracy. Spółki mocno podupadły podczas jego nieobecności, ale to już nie jest dla niego zmartwieniem. Skoro wygrał najtrudniejszą walkę w swoim życiu, to i z giełdą sobie poradzi.

 

Powyższa historia brzmi jak niezły dreszczowiec. Przeżyje? Nie przeżyje? Gdzie on zadzwonił? Gdzie pojechał? Co mu podali? Ile trzeba mieć na to pieniędzy? Tylko tych najbogatszych na to stać…

Moi Drodzy,

takie historie, dzieją się tuż obok nas. Johnson to wymyślona, obco brzmiąca nazwa Polaka, który zadzwonił do swojego agenta ubezpieczeniowego i poleciał do USA na leczenie. Tak, tak – na naszym rodzimym rynku można dostać polisy, w których w momencie diagnozy nowotworu złośliwego masz zapewnione:

  • powtórna diagnoza medyczna u lekarza eksperta w swojej dziedzinie i ułożenie planu leczenia najnowocześniejszymi metodami walki z nowotworem,
  • transport spod domu do miejsca leczenia i z powrotem,
  • nocleg i wyżywienie,
  • opieka pielęgniarki i tłumacza medycznego w miejscu leczenia,
  • chemio-, radio- i dializoterapia, izotopy promieniotwórcze, operacje, znieczulenia, transfuzje krwi, podanie osocza i surowicy, opatrunki, lekarstwa i inne,
  • leczenie powikłań i skutków ubocznych zastosowanych procedur medycznych,
  • wizytę kontrolną u lekarza prowadzącego.

 

Biorąc pod uwagę poniższe statystyki:

💣 średni koszt leczenia nowotworu  to 150 000 euro,

💣 średni koszt diety onkologicznej to 2 200 zł miesięcznie,

💣 średni koszt pakietu 20h rehabilitacji to 2 500 zł,

💣 średni koszt wizyty u onkologa 170 zł,

💣 średni koszt wizyty u psychologa 220 zł,

💣 53% z 94 leków onkologicznych zarejestrowanych w ciągu ostatnich 12 lat w Europie nie jest w ogóle dostępna dla Polskich pacjentów

 

…człowieka przestaje dziwić, dlaczego w Polsce tak trudno wygrać z nowotworem…

 

Myślicie, że na takie „turbo polisy” mogą pozwolić sobie tylko najbogatsi? Nic bardziej mylnego! Ubezpieczenie to  zaczyna się już od  200 zł miesięcznie! Dokładnie tyle kosztuje posiadanie (nie) tajnego numeru w telefonie, pod który można zadzwonić, gdy wybije czarna godzina…